WPIS ARCHIWALNY: 13.03.2011

Jesteś, ale tak,jakby cię nie było.Nie mogę ciebie dotknąć wtedy, kiedy mam na to ochotę, nie
mogę pocałować lub przytulić. Nie mogę szepnąć ci do ucha żadnego czułego słowa,
nie mogę trzymać za rękę podczas spaceru. Widzę cię, lecz jesteś jedynie
zlepkiem pikseli na ekranie mojego monitora.

Umawiamy się co jakiś czas na spotkania. Tak, one są bardzo miłe, jednak od
pewnego czasu czuję jakiś niedosyt. Chciałbym zobaczyć cię w wieczorowej
sukience i siebie w nowym, czarnym garniturze. Chciałbym, żebyś popijała wino i
uważała, żeby nie rozmył ci się makijaż. To tylko marzenia, bo rzeczywistość
jest taka, że ty rozmawiasz ze mną w płaszczu kąpielowym i maseczce na twarzy, a
ja z tobą w całodniowych skarpetkach i przepoconym podkoszulku. Dzieli nas
ściana, więc po co się wysilać?

Nasza rozmowa jest taka szczera. A jak nie szczera to przynajmniej klei się
doskonale. Żadne pytanie nie zaskakuje żadnej ze stron, gdyż nie patrzymy sobie
w oczy i nie widzimy rumieńców na swoich twarzach. Każdą swoją odpowiedź możemy
dokładnie przemyśleć i nie musimy obawiać się o to, że palniemy jakąś głupotę,
jak to bywa w normalnym świecie.

Mówisz mi o rzeczach, o których nigdy nie wspomniałabyś nawet najlepszej
przyjaciółce. To takie bezpieczne – wiesz, że mieszkam daleko, i że nie jestem w
stanie w żaden sposób ci zaszkodzić. U mnie jest trochę inaczej – nie mówię ci o
wszystkich swoich problemach, gdyż nie chcę wyjść na mięczaka. Facet musi radzić
sobie sam i staram trzymać się tej zasady. A ciebie słucham i ci doradzam jak
postępować. Nie mam żadnego doświadczenia, a moje rady często przynoszą skutek.
Ty mi dziękujesz, a ja się dziwię, dlaczego jestem na tyle nieśmiały, żeby się
do niektórych z tych porad zastosować.

Wymieniliśmy się numerami telefonów, jednak jeszcze nigdy jedno do drugiego
nie zadzwoniło – kończyło się co najwyżej na potoku SMS-ów. Oficjalnie nie
widzimy powodów, żeby do siebie dzwonić, jednak prawda jest taka, że bardzo tego
pragniemy, ale mamy jakąś wewnętrzną blokadę, która mówi nam, że jak siebie
usłyszymy to się zablokujemy i czar naszej znajomości odejdzie w zapomnienie.
Zresztą o wstydliwych rzeczach łatwiej jest pisać niż rozmawiać…

Kilka razy mieliśmy się spotkać osobiście, jednak za każdym razem coś stawało
na przeszkodzie. Za każdym razem była to przeszkoda do ominięcia, a dla nas
stanowiła tylko pretekst, żeby spotkanie przełożyć. Prawda jest taka, że jeśli
czegoś się bardzo pragnie to się to prędzej, czy później osiągnie. My sami nie
wiemy, czego chcemy.

Są takie okresy, kiedy rozstajemy się na dłużej. Po prostu milkniemy i nie
odzywamy się do siebie np. przez miesiąc. Nie zdarzyło się jednak jeszcze, żeby
ta rozłąka nie umocniła naszej znajomości. Po czasie zawsze jest o czym
opowiadać. Po czasie narasta pragnienie. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo…

Mamy swoje oddzielne życia, a mimo to coś nas do siebie ciągnie. Słuchanie
opowiadań drugiej strony jest dla tej pierwszej jak czytanie świetnej książki.
Pełno tam nagłych zwrotów akcji i bliżej nieokreślonych postaci. Mimo to ta
pierwsza strona chce więcej. To właśnie wywołuje łzy. Bo szklany ekran jest dla
nas jak betonowa ściana…

Jesteś moją dziewczyną z komputera. Jak to pięknie brzmi. W przyszłości
będziemy się z siebie śmiać, jednak teraz taki układ wydaje nam się czymś
niezwykłym. Pewnie nigdy nie spotkamy się w cztery oczy, ale ta nutka
niepewności pozwala nam utrzymywać znajomość. Przecież nigdy człowiek nie może
być pewien wydarzeń w następnej chwili, następnego dnia. A poza tym takie
związki są super. Wszystkie ich wady bledną przy jednej zalecie: klikasz ikonkę
„niedostępny” i możesz mieć wszystko w dupie…