Weź mi wszystko, co mam i odejdź nigdy nie wracając.
Odbierz wszystkie sny i całą nadzieje, bo nie umiejąc być z tobą jestem nikim.
Baw się mną i wykorzystuj mnie tak jak tylko ty potrafisz.

Przychodzisz, tylko wtedy, kiedy nie masz nic do roboty. Przychodzisz, kiedy jesteś smutna i samotna. Wracasz bez przerwy do mnie po pomoc i nigdy nie dajesz mi nic w zamian. Zawsze, masz mnie przy sobie, lecz nigdy nie jesteś dla mnie.

Mówisz, że lubisz sposób, w jaki na siebie patrzę. Tak jakbyś była wszystkim, co mam. I wiesz co ? ty jesteś wszystkim, co mam, bo przecież wszystko inne już dawno mi wzięłaś. Odebrałaś mi to, co było najważniejsze. Odebrałaś mi wiarę w nierealne. Wiarę w to, że możesz byś inna, że można siebie uratować i ponownie będziesz dobra. Ponownie będziesz tym wszystkim, co pokochałem. Tą falą, jaka czasami napełniała moje wszystkie myśli, sprawiała, że życie ma sens.

Kiedyś byłaś lekarstwem, jakiego stale potrzebowałem. Teraz jesteś narkotykiem, jakiego mi brak. Mijają dni i samotne wieczory, mijają lata, a razem z nimi przemijam również ja. Prędzej czy później odejdę stąd. Nie pozostanie po mnie żaden znak. Opuszczę ten świat, tak jak ty opuściłaś mnie…

Zabierając mi marzenia odebrałaś sobie ostatnie, co miałaś. Straciłaś swojego ostatniego przyjaciela. I teraz jesteś samotna. Teraz płaczesz i prosisz o jedną piosenkę. O jedną melodię, w której nasze głosy staną się jednym. Serce zabije ten ostatni raz…

I tak oto czekasz na to, aby i ciebie wykorzystano, zgwałcono i porzucano. Bo wierzysz, że może wtedy nawet, kiedy uczucie zginie nie będziesz samotna.

Ale wiesz, co?

Ty zawsze byłaś samotna.

Moje życie, muza i nadzieja…

Moje NATCHNIENIE…